Rozdział 28

 

 

Miłość jest esencją życia. Bez niej życie nie ma jakiegokolwiek smaku.” – Autor nieznany

 

Zabini i Malfoy chwiejnym krokiem opuścili pokój Austina, klnąc wniebogłosy na kobiety. Obaj panowie stwierdzili, że na pewno nie chce im się spać i nie wracają do dormitoriów. W porę dostrzegły ich Pansy z Hermioną i podążyły za nimi.

- Hej, gdzie idziecie? – krzyknęła panna Parkinson, gdy podbiegały do nich.

Blaise złapał ją w pasie i zaczął bełkotać coś w stylu:

- Kochanie, kobiety są złe. Idziemy sami.

- Nie idziecie sami. Albo wracacie albo idziemy z wami – słodko uśmiechnęła się Blackówna.

Malfoy przewrócił oczami, ale nawet po pijaku wiedział, że kłótnia z nią nie ma sensu.

- Dobra – powiedział niezadowolony i ruszył przed siebie, a jego kumpel zaraz za nim.

Dziewczyny pospieszyły za nimi. Nie wiedzieli, że ktoś ich obserwuje. Ledwo wyszli na dziedziniec, usłyszeli za sobą ostry głos.

- A wy gdzie? Znów chcecie kogoś zabić?

W ich stronę zmierzała dość wysoka, powiewająca czarną peleryną postać. 

- Proszę, proszę, którą to mamy godzinę? 1 w nocy! – syczał Snape. – Kpicie sobie? Wracać natychmiast. Nie ma opuszczania zamku o tej godzinie.

- Tak, nie powinniśmy. A pan nie powinien tolerować pijaństwa. No tak… sam pan ma niezły barek, ciekawe dzięki komu – śmiała się Hermiona.

- Black dość tego. Nie rozumiecie, że jesteście podejrzani? Nie wolno wam się włóczyć nocą po zamku. Black, Parkinson, zabierzcie ich i za 10 minut sprawdzę, czy jesteście w swoich pokojach – uciął nauczyciel.

 

***

 

Dumbledore siedział w swoim fotelu pochylony nad papierami. Notował coś za pomocą pióra i atramentu. Usłyszał pukanie do drzwi.

- Proszę.

Profesor Minerwa McGonagall weszła dostojnym krokiem.

- O, Minerwa – uśmiechnął sie lekko znad okularów. – Przemyślałem sprawę. Możemy przyjąć – spojrzał w papiery – Luthien Tinuviel do Hogwartu. Ale od przyszłego roku. Za miesiąc zakończenie, uważam, że przyjmowanie jej teraz nie ma najmniejszego sensu.

- Zgadzam się z tobą, Albusie. Napiszę stosowny list do niej.

- Domyślasz się zapewne, że nie wezwałem cię tutaj tylko ze względu na to podanie.

Kiwnęła głową.

- Dziś po południu zaczniemy przesłuchania w sprawie morderstwa panny Granger. Jako pierwsze chciałbym porozmawiać z uczniami domu Salazara Slytherina. Chciałbym również, żebyś była obecna przy tych rozmowach i pomogła mi w nich.

- Oczywiście.

 

***

 

Katherina wpadła do mieszkania Luthien bez pukania.

- Gotowa? – krzyknęła, rozglądając się.

- Jestem – z łazienki wypadła panna Tinuviel, kończąc robić makijaż. 

Blondynka wydęła wargi.

- Zmiana planu – oświadczyła. – Jeszcze nie teleportujemy się na Bahamy. Ale do Francji, matka sobie o mnie kurwa przypomniała.

- Okej, będziemy mieć wycieczkę.

- Skończ z tym pozytywnym nastawieniem, bo już mnie wkurzasz. Nie potrzebuje jej, nie kocham i nigdy nie kochałam. Moja matka nie musi ratować mi dupy tak, jak matka mojej za przeproszeniem kuzynki. Dlatego mam ją gdzieś.

- Przecież może ci pomóc….

- Gówno może, wiesz? Nie jest nawet śmierciożerczynią. Jest żałosna. I skończmy o tym, bo i tak będzie trzeba wytrzymać minimum tydzień w jej francuskiej willi w jej towarzystwie. Przygotuj się na zapach lawendy i jakieś pieprzone herbatki!

 

***

 

Pansy, Blaise, Astoria, Hermiona, Austin i Draco czekali pod gabinetem Dumbledore’a. Osgood był załamany, a Astoria opanowana. Reszta paczki była zdrowa wkurzona. Wezwano ich na przesłuchanie w sprawie Granger.

- Ktoś się wkurwił i ją zlikwidował, wcale się nie dziwię. Dlatego my mamy tracić czas na pogaduszkach z Dumbledorem? – szeptem krzyczała panna Black.

Malfoy wzruszał ramionami, gniewnie potrząsając blond czupryną. Blaise stał zły jak pies, a nie lepsza Pansy obok niego.

W końcu otworzyły się drzwi i zaproszono ich do środka. Nie usiedli – woleli stać, wyrażając swoje niezadowolenie z zaistniałej sytuacji.

- Uczniowie Gryffindoru zeznali, że w trakcie balu niejednokrotnie wychodziliście z Wielkiej Sali. Jak wiecie, w czasie balu zginęła uczennica. Co robiliście, gdy wychodziliście?

- Do toalety? – odpowiedziała panna Black.

- Nie oszukujmy się, proszę państwa – zaczął dyrektor. – Nie darzyliście tej uczennicy sympatią. Co macie do powiedzenia w tej sprawie?

- Nic – zabrał głos Zabini. – Gdybyśmy zabijali każdego, kogo nie darzymy sympatią, to pół szkoły by już nie żyło.

- To wszystko? – poparł kumpla Draco.

- Tak – westchnął Dumbledore.

 

***

 

- Ktoś nas chce wrobić i musimy się dowiedzieć kto – oświadczyła Pansy, siadając przy stole Slytherinu w Wielkiej Sali. 

- Pansy, jak do cholery? – jęknęła Hermiona.

- Pierwszy raz w życiu mamy problem nie robiąc nic! – warknął Malfoy.

Dyskutowali jeszcze przez chwilę. Blackówna jadła frytki. Nagle Austin wstał i oświadczył, że idzie się przejść. Astoria bez słowa skierowała się za nim w stronę wyjścia. Pozostali popatrzyli po sobie.

- Ja nic o tym nie wiem – wzruszył ramionami Zabini.

- Może to i dobry pomysł. Wódka nie pomoże mu wrócić do żywych. Musi zapomnieć – uśmiechnęła się panna Lestrange.

 

***

 

Bellatrix siedziała przed kominkiem w swojej willi. Wydymała usta czytając coś z pergaminu. List, który właśnie przyszedł. Dowiedziała się, że jej córka i Draco Malfoy są głównymi podejrzanymi w sprawie o morderstwo szlamy w Hogwarcie. Pani Lestrange postanowiła skontaktować się ze swoją siostrą, Narcyzą. Teleportowała się do domu jej i Toma Riddle’a.

- Dostałaś list? – zapytała od progu.

- Tak – Narcyza również nie zachowywała spokoju.

- Wiesz, co jest najgorsze?

- Tak. Mogli to zrobić. Nie możemy wykluczyć, że nie zrobili.  

- Cyziu, jedziemy do Hogwartu. To już nie są żarty!

- Witaj, Bellatrix – do pokoju wszedł Voldemort. – Co się stało?

- Draco i Hermiona prawdopodobnie zabili szlamę.

- Prawidłowo – roześmiał się. – Nie bój się, kochana, nie będzie z tym problemu.

 

***

 

Draco zaprosił Hermionę na spacer. Romantyczny. Nieco niepasujący do nich. Szli wokół jeziora, trzymając się za ręce.

- Wyśmiejesz mnie jak walnę przemowę?

- Postaram się nie – odpowiedziała.

Zatrzymał się i spojrzał jej w oczy.

- Kiedy mówię ci, że cię kocham, pierwszy raz w życiu mówię to naprawdę szczerze. Hermiona, Ty nauczyłaś mnie, co to znaczy kochać, dzięki tobie zrozumiałem, czym jest miłość. I chcę żebyś była ze mną, zawsze.

Pocałował ją delikatnie.

- Nie miałem okazji spytać, ale spytam, aby było oficjalnie. Będziesz ze mną?

- A jak myślisz? Jestem z tobą, chcę być z tobą.

Przytuliła się do niego. Obejmował ją coraz mocniej i zaczął zjeżdżać dłonią w dół, aż chwycił ją za tyłek.

- Ty to zawsze… – uśmiechnęła się i pocałowała go.

 

Nawet jeśli będzie padał deszcz przyjdziesz, żeby obiad ze mną zjeść
Nawet jeśli będzie gęsta mgła Ty w tej mgle do mnie będziesz szła
We mgle do mnie będziesz szła
We mgle do mnie będziesz szła

Bukiet pięknych kwiatów wręczę Ci
Gdy znów wyjdziesz wprost na moje drzwi
A gdy z deszczu będziesz suszyć się
W kuchni będę parzył kawy dwie
Potem
Będzie pięknie jak we śnie

 

***

 

Bellatrix i Narcyza stukały obcasami po korytarzach Hogwartu. Kierowały się najpierw do dormitorium Dracona. Nie wiedziały, że znajdą tam również Hermionę. Zapukały.

- Draco, otwórz.

Blondyn poznał głos matki. Razem z Hermioną zaczęli gorączkowo zbierać ciuchy i się ubierać. Po chwili otworzyli drzwi. Obyło się bez uścisków i zbędnych czułości. Siostry po prostu weszły i rozglądnęły się po pomieszczeniu. Utkwiły wzrok w parze.

- Chcemy wiedzieć tylko jedno. Zabiliście szlamę Granger? – zapytała Bellatrix.

- Nie, ale to nic nie zmienia. Bo i tak mają nas za winnych – odpowiedziała Hermiona.

- Ja myślę, że przestaną. Black, lepiej, żebyś mnie nie okłamywała – zakończyła pani Lestrange.

 

 

Rozdział 27 – Tuż po zbrodni

„Dziw­ny jest ten świat, gdzie jeszcze wciąż mieści się wiele zła. „ – Czesław Niemen

 

Cała Ślizgońska paczka siedziała w dormitorium Blaise’a. Otrzeźwieli błyskawicznie i teraz rozmawiali przyciszonymi głosami.

- Znajdą. Najpóźniej za dwie, trzy godziny. Znajdą ją – mówił Malfoy.

- Jeśli usuniemy ciało, zauważą jej zniknięcie – dopowiedział Austin.

- Dlaczego mielibyśmy to robić? – zainteresowała się panna Greengrass.

- Żeby nie było na nas, Astoria. Bo tylko my nienawidziliśmy tej kujońskiej szlamy – wyjaśniła dziewczyna Zabiniego.

- Widać nie tylko my – wtrąciła się Hermiona. – Ale tylko o nas wiedziano…

Umilkli.

- Jeśli ktoś zauważył, że wychodziliście, to nie jest dobrze, kurwa – syknął Blaise.

- Gryfoni na pewno zauważyli – uniosła brwi Blackówna.

- Damy radę, jak zawsze – roześmiał się Draco. – Chodźmy do siebie, bo siedzimy tu serio jak jakaś mafia o 5 nad ranem – próbował żartować blondyn.

Wszyscy rozeszli się z uśmiechem. Hermiona zrzuciła tylko sukienkę, położyła się obok blondyna i zasnęła wtulona w niego.

 

***

 

- Jak myślisz, kto to? – Pansy spojrzała na swojego chłopaka.

- Ale że co?

- Kto zabił szlamowatą?

Wzruszył ramionami.

- Blaise, rusz głową. Ktos chce nas wszystkich w to wrobić. Mówiłam ci już kiedyś, że Katherina tylko udaje swoja łamaną angielszczyznę. Jest podła i przebiegła, jest dobra w tym, co robi.

- Może i tak, ale nie zabiłaby Granger. Wydaje mi się, że nie zniżyłaby się do takiego poziomu.

- Jakiego? Katherina jest czystej krwi, jak my. Likwidacja szlam to zaiste szlachetny cel… Szczególnie, jeśli można przy tym kogoś jeszcze zlikwidować.

- Pansy, skarbie, wiem że nienawidzi Hermiony, ale głupia nie jest. Dobrze wie, że nawet jeśli Hermiona zrobiłaby to naprawdę, to Bellatrix załatwi wszystko.

- Podejrzana mi się wydaje – ucięła Pansy.

 

***

 

Podanie

 

Do: Albus Dumbledore – Dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie

 

Bardzo proszę o przyjęcie mnie do klasy szóstej w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Prośbę swą motywuję tym, że nie zadowala mnie moja dotychczasowa szkoła – Beauxbatons. Proszę o pozytywne rozpatrzenie mojej prośby.

 

Z poważaniem,

Luthien Tinuviel”

Minerwa McGonagall niedbałym ruchem rzuciła zapisaną pochyłym pismem kartkę na biurko dyrektora.

- Zobacz na to, a ja idę powiedzieć Severusowi, żeby już zaczął kompletować uczniów Slytherinu po balu.

 

***

 

Snape westchnął, gdy opiekunka Gryffindoru opuściła jego gabinet. Nauczyciel o kruczoczarnych, wiecznie tłustych włosach dobrze wiedział, że musi nie tylko sprawdzić, czy żaden z uczniów nie zaginął podczas balangi, ale także ogarnąć bałagan, który Ślizgoni zapewne zostawili w kilku miejscach. Skierował się najpierw do komórki na miotły, żeby zlikwidować puste butelki, rozbite kieliszki i wszystko, co mogli tam wyrzucić jego uczniowie. Taki już miał układ z rodzicami. Wszyscy płacili, żeby ich dzieci mogły robić, co chcą. Szarpnął za klamkę i zatrzymał się w miejscu. Zobaczył zwłoki. Ale Mistrza Eliksirów wcale one nie przeraziły. Bez słowa zawrócił, zatrzasnął drzwi i skierował się do dormitoriów Slytherinu. Walnął pięścią w drzwi Malfoy’a.

- Otwieraj i to już – warknął.

Blondyn powoli zwlekł się z łóżka i przykrył Hermionę kołdrą. Otworzył drzwi w samych bokserkach.

- Malfoy, wiesz coś o zwłokach Granger?

- Nie?

- A to dziwne, bo leżą tam, gdzie ty i twoi koleżkowie schowaliście zapasy na bal – syknął Severus.

- Jakbym ją zabił to bym chyba schował ciało w miejscu, które odciąga podejrzenia, nie?

- Nie obchodzi mnie, czy ją zabiłeś, Malfoy. Znalazłem ciało i jako nauczyciel muszę to zgłosić dyrektorowi. Niestety. Taka mała informacja dla was. I ubierz się – zakończył opiekun Ślizgonów i zatrzasnął blondynowi drzwi przed nosem.

 

***

 

- Zamierzasz teraz zlikwidować armię? – zapytała Narcyza, opierając głowę na klatce piersiowej Toma. Jej blond włosy leżały rozrzucone na jego ramieniu.

- Przeciwnie. Zamierzam ją rozwijać. Masz coś przeciwko?

Nie odpowiadała.

- Zmieniłem dla ciebie wygląd, kochanie, ale priorytety mam nadal takie same. Tępienie brudnej krwi to wręcz mój obowiązek, jako że jestem dziedzicem Slytherina – uśmiechnął się.

- Nie dasz rady robić tego bez przelewania czystej krwi czarodziejskiej?

- Przecież się staram.

- Popieram twoją ideę. Mam tylko jedną prośbę. Nie wciągaj w to osób, które nie ukończyły 17 lat, dobrze? Niech niepełnoletni nie mieszają się w wojnę.

- Boisz się o Draco, mimo że nie jest twoim synem, prawda?

Z jej oka spłynęła słona łza.

- Bo kocham go, jakby nim był. I wiem, że on również woli mnie niż swojego biologicznego ojca. A tamtej kobiety, która go urodziła… on jej nawet nie zna – wydusiła.

Tom przytulił ją mocno.

- Nie wciągnę w to ani Dracona, ani żadnego innego ucznia Slytherinu, obiecuję ci to – pocałował ją delikatnie.

 

***

 

Hermiona i Draco zmierzali korytarzem w stronę biblioteki. Nagle usłyszeli, że ktoś biegnie. Zza zakrętu wypadł Ron Weasley. Nim sie spostrzegli wyciągnął różdżkę.

- Ty dziwko jebana! – ryknął. – Zabiłaś ją, z zazdrości poderżnęłaś jej gardło, po mugolsku! I myślałaś pewnie, że nikt się nie zorientuje! Tylko ty jej tak nienawidziłaś! Zapłacisz za to! – krzyczał.

- Dobrze wiesz, że mogłabym ją zabić nawet jednym zaklęciem przy świadkach i nikt by mi nic nie zrobił, więc skończ te swoje poematy, rudzielcu. Nie chciałoby mi się nawet tak maskować głupiej zbrodni na szlamie. Ale jak masz jakiś problem, to proszę bardzo, chodź – Hermiona z przesłodkim uśmiechem wycelowała w niego różdżkę. – Draco, odsuń się, chcę to zrobić sama.

Blondyn posłusznie wykonał jej polecenie, bo dobrze wiedział, że sobie poradzi.

- Petrificus totalus! Serpensortia! Crucio! – krzyczał Ronald, a panna Black swobodnie odbijała je.

- Proszę, proszę, jaki odważny, żebyś w Azkabanie za te klątwy czasem nie wylądował – zakpił syn Lucjusza.

Z różdżki dziewczyny wystrzelił żółty strumień światła, będący efektem niewerbalnego czarnomagicznego zaklęcia i ugodził Gryfona, który padł na ziemię.

Hermiona spokojnie odeszła stukając obcasami, a zaraz za nią Draco.

- Obudzi się za chwilę, ale będą go dręczyć myśli o jej martwym ciele – roześmiała się szyderczo.

 

***

 

Katherina patrzyła w ogień płonący w kominku w jej londyńskim mieszkaniu. Weszła Luthien. Blondynka spojrzała na nią z uśmiechem.

- Luthien, masz ochotę na wycieczkę?

- Gdzie? – uniosła brwi ciemnowłosa.

- Znasz Ritę Skeeter?

- Kojarzę.

- Za odpowiednią opłatą napisze wszystko. Przekonamy ją, żeby napisała, że Dumbledore nie ogarnia własnej szkoły, bo giną w niej uczniowie. Wtedy dowie się o tym Ministerstwo Magii. Zaczną węszyć wokół szkoły i osoby dyrektora. Jeśli uda nam się go pozbyć, będziemy mieć Toma Riddle’a po swojej stronie. A z nim możemy wszystko, rozumiesz?

- Jesteś genialna!

- A więc jedziemy do Gringotta, a potem na Bahamy, bo Rita obecnie jest na wakacjach.

- Jasne, przy okazji i my wypoczniemy na plaży – uśmiechnęła się Luthien.

 

***

 

Roztrzęsiony Austin wpadł do pokoju Zabiniego.

- Została jeszcze jakaś wódka? – zapytał tylko.

- Ooo stary, nie ma to jak zapić kaca – zaczął się śmiać Blaise.

- Zamknij się – przerwała mu Pansy i zerwała się z fotela. – Austin, co jest? Widzę.

Chłopak podał jej pomięta kartkę, którą wyciągnął z kieszeni. Panna Parkinson przeleciała ją wzrokiem i rzuciła Zabiniemu. Przytuliła Austina.

- O kurwa – warknął Blaise czytając.

- On zaraz ci przyniesie wódkę, zaczekaj na niego u siebie, proszę cię – spojrzała mu w oczy. Austin posłusznie wyszedł.

- Biorę ognistą z barku Malfoy’a i lecę do niego! Co za szmata, takie nigdy się nie zmieniają, jak widać – krzyknął chłopak panny Parkinson i wyszedł z pokoju. Po chwili wpadł do pokoju przyjaciela, postawił na stole dwa kieliszki i bez słowa im polał. Wypili w milczeniu.

- Słyszałem, że coś z Laurą… – Malfoy, który wpadł do pokoju uciął w połowie zdania, widząc kumpli. Dosiadł się i westchnął.

 

Niestety tak już jest, ja Cię kocham, Ty mnie nie*
Odchodzisz gdzieś daleko, nie pytam Cię o drogę
Może Ci się przypomnę, o ile nie będzie za późno
Bo kiedyś moje serce może być zamknięte furtką
Nie jest tak, że możesz mieć mnie na jakiś czas
Na jakiś czas porzucić, po czasie znowu mnie brać
Jak zabawkę, sorry, ale nie myśl nad nami
Czy przyjaźń, czy miłość ? Bo to bardzo rani
Nie wytrzymam dłużej, patrząc się w Twoje piękne oczka
Siedząc obok Ciebie i nie móc Cię pocałować
To się nazywa Kochać ? Bez znaczenia na resztę
Sorry, ale nie chcę więcej, nie chce więcej cierpieć
Ja to pieprzę, spójrz w kalendarz, przypomnij sobie
Zakreślanie dni, kiedy byłem przy Tobie
Kiedy było nam dobrze, kiedy mówiłaś, że Kochasz
Że będzie tak zawsze, że nie będzie końca

 

_________________________

Kushin – To koniec

Rozdział 26 – Bal

Gdzie się podziało to, co mną było, a nigdy mną już nie będzie?” – Bolesław Leśmian

 

Piszę do ciebie ten żałosny list, bo muszę ci coś powiedzieć, a wiem, że nie chcesz mnie wysłuchać. Udawanie, że masz wszystko w dupie już ci nie wychodzi. Zjebałeś w życiu dużo, ale teraz masz się ogarnąć i walczyć o Hermionę.

Blaise

 

Malfoy przeczytał list, zmiął i rzucił do kominka w Pokoju Wspólnym Slytherinu. Mimo wszystko wiedział, że Zabini ma rację. Że coś się w nim zmieniło, coś pękło, że nie jest już zwykłym dupkiem. I wiedział, że nie tylko w nim, że w niej też. Ale ona leży pijana, nie wiadomo, co się wczoraj stało. Ale on nie był lepszy, bo będąc całkowicie trzeźwym uległ podstępnej Katherinie. Westchnął i popatrzył w stronę żeńskich dormitoriów.

 

 

***

 

 

Hermiona obudziła się, ogarnęła i zeszła na dół. Wyszła na dziedziniec. I prawie natychmiast chciała się cofnąć. Oparty o barierkę stał Draco. Ale panna Black nie zdążyła uciec. Zauważył ją, patrzył na nią.

- Pogadamy? – zapytał.

Nie odpowiadała, więc uznał to za zgodę.

- Chciałem cię za wszystko przeprosić. Za swoją głupotę w ostatnim roku. Teraz spojrzę ci w oczy i jeszcze raz zapytam: pójdziesz ze mną jutro na bal?

- I co, wieczorem powiesz, że to już nieaktualne?

- Przepraszam cię za tamto. Nie powiem tak. Naprawdę chcę iść z tobą na ten bal.

- Okej, pójdę z tobą, Malfoy – powiedziała ostro.

- Nie udawaj twardej – chwycił ją za ramiona. – Mam dość udawania, z którego są tylko problemy. 

- Szczery Draco Malfoy! Świat się kończy!

- A żebyś wiedziała, panno cyniczna, że kończy się ten świat, w którym dotąd żyliśmy.

- Lubię cię i pójdę jutro z tobą. Ale ja ci nie wierzę.

- W co?

- Że aż tak się zmieniłeś, że będziesz szczery, wierny, że nie będziesz zapraszał koleżanek na noc.

- Za dużo w tobie złości, dziecko – zza filaru dobiegł ich głos i ich oczom ukazała się profesor Trelawney. Patrzyli na nią zszokowani. Ile słyszała?

- Nie zaczniecie od nowa, wspominając przeszłość. Nie zaczniecie od nowa, jeśli obydwoje nie będziecie do tego usilnie dążyć – kontynuowała nauczycielka. Uniosła ręce do góry i odeszła, jakby była w transie.  

 

 

***

 

 

- To koniec?

- Chyba śnisz, złotko – Katherina popatrzyła na szczupłą ciemnowłosą dziewczynę naprzeciwko niej. – To jest dopiero początek.

Zabrzmiało to złowieszczo. Naprawdę złowieszczo.

- Co zamierzasz? – Luthien utkwiła wzrok w blondynce.

- Malfoy jest mężczyzną, a mężczyźni są jak pionki w rękach dobrego gracza. Draco chce czy nie, będzie mój. Ulepimy go jak rzeźbiarz figurę z masy.

 

 

***

 

 

- Blaise, idziemy. Ja gadam z Mioną, ty z Draco. Wszystko ma być idealnie, idziemy – przynaglała swojego chłopaka panna Parkinson. – Austin i Astoria będą bawić się sami, ale znasz ich, wiesz, że i tak wyciągną z tego, ile się da. Pewnie i tak już są z kimś umówieni. My razem, cudnie. A wiesz, że najlepiej będzie jak oni pójdą razem…- ciągnęła Ślizgonka.

- Idą razem – przewrócił oczami Zabini.

- Nie wkurwiaj mnie – jęknęła.

- Przesadzasz!

Usiadła obok niego i delikatnie musnęła dłonią jego twarz.

- Kochanie, przepraszam, ale wiesz o co mi chodzi. Oboje są mocno ironiczni. Jak będą sobie cisnąć przez cały jutrzejszy wieczór to nie będzie za fajnie…

- Dobra, chodźmy, bo mnie zamęczysz na śmierć, idealistko – uśmiechnął się. Wstał i objął Pansy w pasie. Ruszyli w stronę schodów i rozstali się tuż przed nimi. Każde poszło wypełniać swoja misję. 

Dziewczyna zapukała do dormitorium panny Black.

- Wiem, że przyszłaś dawać złote rady – Hermiona ze śmiechem przewróciła oczami.

- Ej, proszę cię, nie bądź cyniczna, ironiczna, sarkastyczna, zimna i tak dalej. Da się zrobić?

- Tak jest – zasalutowała.

- To pokazuj kreacje!

 

 

***

 

 

Wszystko było pięknie. Wszystko było idealnie. Pary wchodziły do przystrojonej Wielkiej Sali w rytm poloneza. Ład i harmonia. Yin i Yang. Alfa i omega. Lepiej być nie mogło. Hermiona w seksownej, czerwonej sukience kroczyła dumnie obok blondyna w garniturze. Pansy promieniała obok Zabiniego. Astoria zaprezentowała się ze starszym o rok siódmoklasistą Jimem, a Austin z dobrą koleżanką – Hilary. Wszyscy się starali, wszyscy olśniewali, ale ślizgońska elita z szóstego roku jak zwykle królowała. Każdy na nich patrzył. Z podziwem, z zawiścią, ale każdy. Dyrektor zaczął powitalne przemówienie.

- Oby szybko, bo wódka nam się kończy chłodzić – syknął Zabini.

Bal balem, elegancja elegancją, klasa klasą, ale uczniowie ze Slytherinu zabawy bez procentów nie uznawali. Nauczyciele po prostu świetnie udawali, że nic nie widzą, nic nie wiedzą.

Zabawa trwała. Śmiechy stawały się głośniejsze, dziewczyny jeszcze piękniejsze, o ile to w ogóle możliwe w tym przypadku. Ręce Draco coraz odważniej dotykały ciała panny Black, coraz mocniej zaciskały się na jej pasie, czuła jego zarost na swoich ustach. 

- Spacer? – szepnął jej do ucha, a ona kiwnęła głową. Wychodzili trzymając się za ręce.

- Ej wy! – krzyknął Zabini. – Jak będziecie wracać to weźcie więcej!

 

 

***

 

 

Po kilku minutach wylądowali w toalecie. Dzicy, napełnieni pożądaniem. Minęło pół godziny i wyszli, całując się co krok.

- Mamy wziąć wódkę – oprzytomniał Draco i skierowali się w stronę piwnicy. Otworzyła drzwi.

- O ja pierdole – powiedziała tylko.

Blondyn zajrzał do środka.

- O kurwa.

Popatrzyli na siebie. Na podłodze leżała dziewczyna w kałuży krwi. Nie byle jaka dziewczyna. Hermiona Jean Granger, szlama, kujonka, Gryfonka. Ten widok ich otrzeźwił.

- Nie patrz na to. Wiejemy stąd – Draco pociągnął ją za rękę. – Musimy jak najszybciej wrócić do Wielkiej Sali.

Pobiegli i udawali zabawę, informując resztę, co się stało. Nic się już nie kleiło. Czuli, że szykuje się afera. Czuli, że nie będzie przyjemnie.

 

Przepraszam – powracam

Piszę osobny post, bo nie chcę przedłużać zwykłego komentarza autorskiego pod rozdziałem, który pojawi się dziś/ jutro.
Zawaliłam i bardzo dobrze o tym wiem. Zawiodłam wszystkich, a najbardziej siebie sama swoją czystą głupotą.
Ponad 3 miesiące bez rozdziału. Na swoje usprawiedliwienie mam tyle, że ktoś mi tak namotał w życiu, że nie chciało mi się uczyć, żyć, wstać rano z łóżka, a co dopiero pisać. Dziś ta osoba nadal jest w moim sercu, ale ja umiem żyć, radzić sobie, bawić się. Katherina tak mnie dręczyła, że się zmotywowałam i napisałam wreszcie rozdział 26. I zaczynają się wakacje, zamierzam bawić się, odpoczywać, ale nie od pisania. Na tym polu będę nadrabiać zaległości.
Z całego serca dziękuję wszystkim tym, którzy czekali i którzy ze mną zostali. Każdy ma w życiu jakiś kryzys.
Kochani, proszę was o wsparcie pod tym postem, o jakikolwiek komentarz, który pokaże mi, że tu jesteście.

MiSia ;)

Rozdział 25

noo wreszcie dodaje ;)

I w odpowiedzi na pewien komentarz – nie, autorka nie doda swojego zdjęcia. To jest blog. Tu się liczy treść, a osoba autorki nie ma nic do rzeczy.

_________________________________

Hermiona czesała mokre włosy przed wielkim lustrem w swojej łazience. Była blada, ale w oczach migotały iskierki radości. Już pojutrze pójdzie na bal. Niby nic nadzwyczajnego. Ale ona pójdzie na bal…z NIM. Już nie oszukiwała samej siebie. Nie był jej obojętny. Choć tak bardzo ją zranił, cieszyło ją ogromnie to zaproszenie. A z chwili na chwilę jej złość na blondyna malała. Docierało do niej, że nigdy nie była lepsza, że nie ma prawa się o to obrażać, mimo, że było jej przykro. Wysuszyła wilgotne kosmyki, zrobiła sobie delikatny makijaż, ubrała czarne rurki i bordową bluzkę z dekoltem i już była gotowa do wyjścia. Zarzuciła torbę na ramię i trzasnęła drzwiami od dormitorium. Szybkim krokiem powędrowała do Wielkiej Sali. Zajęła miejsce przy wielkim stole Slytherinu i z udawanym apetytem posmarowała tosta dżemem truskawkowym. Mimowolnie jej wzrok uciekał ku drzwiom wejściowym. Malfoy’a nie było. I nic nie zapowiadało jego rychłego przybycia, bo śniadanie powoli się kończyło. Z zadumy wyrwał ją głos Astorii:

- Hej! Pytałam o coś!

Blackówna spojrzała na przyjaciółkę nieprzytomnie.

- Masz projekt z historii magii?

- Nie – jęknęła Miona.

Panna Greengrass bez słowa podała jej teczkę.

- Kocham cię, dziewczyno – pocałowała przyjaciółkę w policzek. Nie dostrzegła niepokoju w jej oczach.

 

 

***

 

 

Trwała lekcja Obrony Przed Czarną Magią. Snape zdecydowanie nie był dziś w humorze i nie okazywał łaski nawet Ślizgonom. Rzucał ostrzegawcze spojrzenia szczególnie w stronę ostatniej ławki zajmowanej przez pannę Lestrange. Nagle drzwi się otworzyły i do sali wpadł zdyszany Draco Malfoy. Włosy miał potargane, a na twarzy widać było kilkudniowy zarost. Wyglądał przez to jeszcze bardziej seksownie i nonszalancko niż zwykle.

- Panie Malfoy, odejmuję Slytherinowi 5 punktów. Siadaj – oznajmił chłodno Mistrz Eliksirów.

Chłopak rozejrzał się bezradnie. Wolne miejsce było jedynie obok niej. Niechętnie się tam skierował. Coś ukłuło ją w sercu na ten widok. Usiadł, rzucił torbę na ziemię. Nie odezwał się ani słowem. Nie zaszczycił jej nawet jednym spojrzeniem chłodnych stalowych oczu. Siedzieli obok siebie, a dzieliło ich jakby tysiące kilometrów. Obydwoje udawali wsłuchanych w słowa nauczyciela, a tak naprawdę ich myśli było daleko poza tą klasą. Draco ocknął się, gdy siedzący przed nim Zabini dyskretnie podsunął mu karteczkę. Młody Malfoy rozwinął ją i odczytał:

„Zaprosiłeś Hermionę na bal. Nie spieprz tego, stary.”

Na jego arystokratycznej twarzy pojawił się dziwny grymas i szybko naskrobał atramentem na drugiej stronie świstka:

„Jesteś kretynem. Nigdzie z nią nie idę.”

Zaraz przyszła odpowiedź:

„?”

Blondyn westchnął i dopisał:

„Po tym jak mnie potraktowała? Nie pójdę z nią!!!”

Kilka sekund później Blaise wprost rzucił w niego karteczką z napisem.

„Dobra. Rób jak chcesz. Ale sam jej to powiedz.”

Syn Lucjusza pogardliwie wzruszył ramionami i zerknął na siedzącą obok dziewczynę. Delikatnie trącił ją ramieniem.

- Chciałem cię przeprosić – szepnął – ale to zaproszenie…jest już nieaktualne.

Najpierw myślała, że się przesłyszała, potem, że nie wytrzyma, wybiegnie, wybuchnie płaczem, uderzy go. Ale nic takiego się nie stało. Po prostu siedziała sztywno, nie odpowiadając ani słowem. Gdy zajęcia dobiegły końca, szybko wyszła. A zaraz za nią Pansy i Astoria. Hermiona zatrzymała się dopiero na opustoszałym korytarzu. Łzy pociekły jej po policzkach, mimo że z całej siły zagryzała wargi.

 

Miałaś nie płakać, miałaś być twarda

Co z Tobą jest?

Miałaś nie tęsknić, miałaś już nie śnić, 

Zapomnieć mnie…

Miałaś nie płakać, świat poukładać

Żeby miał sens

Łatwo mówi się – ja wiem.

 

Panna Greengrass chciała zacząć ją pocieszać, ale Pansy powstrzymała ją stanowczym ruchem dłoni.

- Chcesz dać mu satysfakcję? – zapytała tylko.

Na to Miona gwałtownie podniosła głowę i otarła łzy.

 

 

***

 

 

Ślizgoni siedzieli w Pokoju Wspólnym.

- Kto ma ochotę na wypad do Hogsmeade? – zapytała głośno panna Black.

Wyglądała ślicznie. Tak jakby miała znakomity nastrój.

Już po chwili kilkunastu uczniów zmierzało w stronę magicznej wioski. Ale jego wśród nich nie było. W ogóle nie było go w Hogwarcie. Draco Malfoy zdawał się zniknąć. A Hermiona udawała, że jej to nie obchodzi. Weszli do Trzech Mioteł i zamówili ognistą whisky. I zaczęli się bawić.

 

 

***

 

 

Malfoy patrzył na Narcyzę i Toma wzrokiem gorszym niż mugol na ducha. Właśnie mu wyjaśnili całą sytuację. Dowiedział się, że kiedy on sobie ‚spokojnie’ siedział w Hogwarcie, jego dom rodzinny został całkowicie zmieniony, a matka ma nowego ukochanego. I wezwali go, żeby sobie wybrał, jak chce żyć. Nie wspominając o tym, że nowy ukochany jeszcze tydzień temu nie miał ani nosa ani obecnego wyglądu.

- Wiem, że to dla ciebie ciężkie… – zaczęła Narcyza, ale przerwał jej wpół zdania:

- Nie – powiedział krótko. – To nie jest dla mnie ciężkie. Ja sobie będę mieszkał w Londynie. Sam – oświadczył ukrywając fakt, że jest totalnie zbity z tropu. I wyszedł. Bo co niby miał zrobić? Spędzać czas z ‚nową rodziną’? Zostać na herbatkę u Voldemorta? W głowie mu się to nie mieściło. Poza tym, nawet go nie zatrzymywali. Usiadł na ławce w parku, kilka przecznic dalej i oddychał zimnym powietrzem. No naprawdę tego już było za wiele. 

 

***

 

 

Katherina spędziła z Theodorem Nottem całą dobę. I zmierzała w stronę wyjścia w idealnej chwili, aby wpaść na młodego Malfoy’a.

- Cześć Draco – chciała wsunąć dłoń w jego włosy, ale tego uniknął.

- Przestań – powiedział ostro i popatrzył na nią wyzywającym wzrokiem.

- A co ty taki niemiły? – uśmiechnęła się słodko.

- Już dość. Nie chcę cię więcej widzieć. Wszystko pieprzysz. Idź i nie pokazuj się więcej w moim życiu. Żegnaj, Katherino.

- Brzmi jak dramat – zironizowała.

- Bo przez ciebie to jest dramat. Ale już cię przejrzałem. I nie chcę się z tobą zadawać. Nigdy więcej.

Prychnęła pogardliwie i wyminęła go z nonszalancją. 

- Adieu, Malfoy!

 

 

***

 

 

Blondyn zauważył pustkę w Pokoju Wspólnym Slytherinu. Zrezygnowany siadł w fotelu przy kominku. Wszystko, dosłownie wszystko go już dobijało. Hermiona, szkoła, sytuacja z rodzicami. Pierwszy raz w życiu nie miał już siły. Nie miał nawet ochoty na alkohol. Siedział i myślał. Tylko na tyle było go stać w obecnej chwili. Toczył wewnętrzną walkę. Pomiędzy honorem a sercem. Przerwała mu to sama zainteresowana, która jakimś cudem weszła do pokoju, rozejrzała się nieprzytomnie i padła na kanapę, a zaraz za nią pojawili się inni melanżowicze. Draco popatrzył ze złością na całe towarzystwo, ale wstał, stanowczym ruchem wziął Hermionę na ręce i zaniósł od dormitorium dziewczyny. Westchnął zamykając drzwi. Nie usłyszał kroków za sobą.

- Zaproś ją na ten bal – powiedziała Pansy.

Odwrócił się i spojrzał na nią.

- Jeśli tego nie zrobisz, tak właśnie skończy – wskazała głową na drzwi jej pokoju.

Blondyn przyjrzał się badawczo pannie Parkinson, ale nic nie odpowiedział. Zszedł po schodach na dół.

 

Rozdział 24 – Zniszczyłeś tę miłość, zniszczyłeś nas…

Wiem, długo nie było rozdziału, wiem, jestem zła blogerką ;c. Powinnam potrafić odróżniać życie prywatne od bloga, ale nie potrafię i mieszam się w ten cały shit nazywany miłością i.te.de. nie będę was zanudzać. Zapraszam do czytania ;] Przypominam, że możecie pytać o wszystko na ask.fm/kari1612 albo porozmawiać ze mną anonimowo na gochat.in/kari1612

__________________________________

Dla Karoliny <3

Nazywasz miłość rzeczą delikatną? Zbyt, owszem, twarda, szorstka i kująca.” – Szekspir

 

Malfoy leżał wykończony w swoim pokoju. Nieświadomy tego, że ktoś widział, co robił na wieży z Katheriną. Nieświadomy jak bardzo kogoś zranił. Dochodziło południe. Ktoś zaczął dobijać się do drzwi jego dormitorium. Blondyn otworzył w samych bokserkach. Natychmiast poczuł piekący ból w okolicach lewego policzka.
- Co jest ku*wa? – warknął Draco.
Stał przed nim wkurzony Zabini.
- Stary, tylko nie udawaj, że nie wiesz za co. Ty jej lepiej poszukaj! Chyba, że chcesz ją mieć na sumieniu.
- Kogo? – nie rozumiał Malfoy.
- Hermionę – uciął gorzko Zabini.
***

 

Panna Black siedziała tuż przy płycie jeziora, na błoniach. Z jej oczu spadały słone krople i wpadały prosto do wody. Nie usłyszała kroków za sobą. Draco stanął za nią.
- Co jest? – zapytał.
Gdy usłyszała jego głos i zorientowała się, że tam jest, zerwała się jak rażona piorunem i dosłownie rzuciła na niego.
- Ej, ej, spokojnie – próbował ją przytrzymać, ale szarpała się za bardzo. Z oczu leciały jej łzy.
- Zostaw mnie! – krzyczała, a całe jej ciało się trzęsło. Malfoy rozbudzał sie powoli, wracała do niego zwykła świadomość. Próbował ją niezdarnie objąć, ale ostre plaśnięcie przeszyło powietrze. Dostał w twarz.
- Ty się jeszcze pytasz co się stało? – zapytała spokojnie. – Przypomnij sobie, co robiłeś wczoraj wieczorem – odparła.
Przez jego twarz przebiegło kilka różnych emocji – zaskoczenie, złość, smutek, dezorientacja. Otwierał i zamykał usta jak ryba. Hermiona tylko patrzyła na niego ze smutkiem. Normalnie powiedziałby, że przecież nie są razem, ale teraz poczuł się jak ostatni dupek. Po tym wszystkim, co dla niego zrobiła, po tym, jak się nim opiekowała – tak się jej odpłacił. Nawet nie zamierzał przepraszać, wiedział, że to nic nie da. Gdyby mógł sam by sobie dał w pysk. Popatrzył jej w oczy, odwrócił się i odszedł. I zaczynał rozumieć to, co się wokół niego działo. Wiedział już, że Katherina dopięła swego, że uległ jej grze i przez swój kretynizm zranił kogoś naprawdę bliskiego. Blondyn przeszedł przez Pokój Wspólny Ślizgonów – aż się ugiął pod spojrzeniem, jakim obdarzyła go Pansy. Wszedł do swojego dormitorium i poczuł się jak morderca, morderca uczuć.
 Nie mów nic,
Daj mi żyć
Nie chcę się męczyć znów,
Szkoda słów
Odejdź już,
Nie ma i nie będzie mnie tu
ocaliłam się od Ciebie,
Strata czasu
Nie chcę więcej cierpieć i patrzeć jak
Jesteś z nią, dotykasz ją wciąż

Nie chcę więcej słuchać Twoich kłamstw,
Zabiłeś tę miłość, zabiłeś nas
Odejdź proszę odejdź, gdzie się da
Nie ma dla nas szans, nie ma nas

Jesteś gdzieś daleko,
Już nie cofniesz tego
Upadałeś nisko i straciłeś wszystko
Pożegnałam cię, już nie odzyskasz mnie
Zamknęłam ten dział, nie chcę więcej ran

 
***

 

Spokojnie upłynęło kilka kolejnych dni. Hermiona nie odzywała się do blondwłosego Ślizgona. Była nawet zła na siebie, że ujawnia swoje uczucia w ten sposób. Natomiast on do nikogo sie nie odzywał, żył i tyle. Tego dnia skończyła się ostatnia lekcja – eliksiry. Blackówna skierowała się w stronę łazienki. Poszedł za nią w pewnej odległości. Czuł, że musi cos zrobić, bo inaczej po prostu rozsadzi go od środka. Cicho wśliznął się za nią, wstrzymał oddech i czekał. Chyba wyczuła jego wzrok, bo odwróciła się gwałtownie. Spojrzała mu prosto w oczy. Draco poddał się impulsowi i emocjom. Chwycił ją za ramiona i powiedział:
- Hermiona, przepraszam cię – z jej oczu zaczęły spływać potoki łez – przepraszam cię! Kocham cię, rozumiesz?
Zaczął ją całować, nie odwzajemniła, ale poddała się mu. Czuł, jak drży w jego ramionach. Była w tej chwili taka krucha i delikatna jak nie ona.
- Co może zmienić twoje przepraszam, Malfoy? Czasu nie cofniesz… – wyszeptała mu do ucha.
- Nie cofnę. Ale ci to wszystko wynagrodzę. Jestem kretynem, Miona. Jestem kretynem, który cię kocha.
Odgarnął jej włosy za ucho, a ona zaplotła ręce wokół jego szyi. Podniósł ją i wyniósł na dziedziniec. Przeszli się wokół jeziora. Milczeli, ale trzymali się za ręce.
***

 

Voldemort celował różdżką w pierścień leżący przed nim. W końcu miał usunąć ślady z dawnego życia, miał połączyć duszę na nowo. To było dla niego niesamowite uczucie, ale w jakiś sposób bolało. Westchnął i w końcu wyszeptał zaklęcie. Poczuł jak coś w niego wnika, wchodzi do środka. Pojawił mu się raptem normalny, ludzki nos. Voldemort po kolei niszczył wszystkie swoje horkruksy i odzyskiwał dawny wygląd. Gdy stanął pod swoją rezydencją nic nie zostało mu po Lordzie Voldemorcie – był tym samym Tomem Riddle, jedynie nieco starszym. Te same ciemne oczy i włosy. Od progu uśmiechnęła się do niego Narcyza. Był to uśmiech pełen słodyczy. Objął ją w talii i pocałował namiętnie. Kobieta pierwszy raz od bardzo wielu lat nie zaprotestowała. Jedynie wyszeptała mu do ucha:
- Jestem z ciebie dumna.
Odetchnął pełną piersią.
***

 

Rozległ się głośny plusk wody. To Hermiona pchnęła Malfoy’a do jeziora. Nie chciała, by jej dotykał – już nigdy więcej! A on nieśmiało objął ją w pasie…i nie wytrzymała. Stanęła, uśmiechnęła się szyderczo i patrzyła na jego lodowatą kąpiel.
- Co? Katherina już ci nie wystarcza? – jej głoś brzmiał jak syk węża.
Blondyn szybko wyszedł, kapała z niego woda, ale nie dał po sobie poznać, że jest przemarznięty do szpiku kości. Nawet się na nią zdenerwował za to, co zrobiła. Stanął przed nią i powiedział:
- Myślałem, że już wszystko jest okej… – urwał.
- Mówiłam ci, Malfoy, ty kretynie, że twoje przepraszam nic nie zmieni. Nie chcę, żebyś mi cokolwiek wynagradzał. Już za późno, rozumiesz to? Może najwyższa pora, żebyś to ogarnął. Ja już pojęłam, że moje dawne życie, w którym faceci byli pieprzonym dodatkiem było lepsze! Wiesz ku*wa dlaczego? Bo byłeś pierwszym, któremu zaufałam! I nie udawaj, że nic nas nie łączyło! Wiedziałeś o tym tak samo dobrze jak ja! Żałuję tego, cholernie tego żałuję! Ale nie przebaczę ci ani jednej łzy, Malfoy, ani jednej – zakończyła cicho, odwróciła się i odeszła.
Draco nie próbował jej nawet zatrzymać. Wiedział, że spieprzył wszystko, na własne życzenie. Siadł na wielkim kamieniu i ukrył twarz w dłoniach.
***

 

Tymczasem Hermiona pobiegła na boisko do quidditcha i usiadła między krzesełkami w wysokiej trybunie Slytherinu. Nie wiedziała, że ktoś ją obserwuje. Usłyszała kroki na drewnianych schodach.
- Spokojnie. To ja – dotarł do niej głos panny Parkinson.
Miona podniosła zapłakane oczy.
- Nie uważasz, że powinnaś ze mną w końcu pogadać, tak szczerze? – zapytała Pansy, wbijając w nią przenikliwe spojrzenie.
Blackówna milczała.
- Wiesz, że ja i tak już dużo wiem? Nie udało ci się ukryć uczuć – ciągnęła Pansy.
- Ale nikt się o tym nie dowie – groźnie odszepnęła tamta.
- Tak. Więc może przestaniesz to w końcu ukrywać w samej sobie…
- A co chcesz wiedzieć? Kocham tego idiotę, rozumiesz to? Jest najgorszym kretynem, jakiego znam.
- A którego kochasz…
- Ku*wa! Teraz już nie mogę oszukiwać nawet samej siebie! On woli Katherine! – głos jej się łamał.
- Nie woli jej – odparła łagodnie przyjaciółka. – Nie oszukujmy się, nie jest jedyną dziewczyną, z którą się przespał. A z kim pieprzy się najwięcej? No z kim?
- Może mnie lubi. Nie kocha…
- Tak? To dlaczego teraz tak cię błaga? To facet, do jasnej cholery, jaki normalny facet nie uległby tej suce? W tajemnicy powiem ci, że mój Blaise próbował przelecieć Astorię…Tacy są faceci, powinnaś wiedzieć to najlepiej!
- On i tak ma mnie w dupie. Co ja mam robić?
- Jak nie dasz mu szansy, to dopiero zacznie cię tam mieć! Nie wierzmy w to, że jak kocha to poczeka! Nikt normalny nie poczeka. Jestem pewna, że on wróci, na sto procent! Wtedy masz się z nim pogodzić!
Hermiona zaszlochała i pokiwała głową.
***

 

Ale Draco nie przyszedł. Tylko spał u siebie, spity ognistą whisky do nieprzytomności. Ale w jej pokoju leżał wielki bukiet róż, z małą karteczką „Pójdziesz ze mną na bal? D.”. Ślizgonka wyszła ostrożnie na korytarz i zapukała do jego dormitorium, ale nikt nie odpowiadał, więc nacisnęła klamkę. Uderzył ją już od progu zapach wódki. Zobaczyła go, rozwalonego na łóżku, kompletnie pijanego. Westchnęła i podeszła bliżej. Przyglądała sie jego arystokratycznym rysom twarzy, blond włosom i całej sylwetce. Wreszcie pochyliła się nad jego biurkiem i na jakiejś karteczce naskrobała piórem: „Tak. H.”.
***
Panna Black nie wiedziała jeszcze, że to nie Draco zaprosił ją na bal. Tymczasem Zabini i Pansy leżeli w dormitorium chłopaka.
- Nie marudź, będzie mi za to wdzięczny – oświadczył.
- I myślisz, że to się uda?
- Tak. A może zajmiemy się teraz własnym życiem uczuciowym? – uśmiechnął się sugestywnie.
- Nie – ucięła ostro i odwróciła się do ściany.
- Kobiety – brunet przewrócił oczami i objął ją ramieniem.
***
Katherina szła szybkim krokiem przez dziedziniec Hogwartu. Jej obcasy głośno stukały.
- O, Black, znowu się spotykamy.. – rozległ się czyjś głos.
Zapaliła różdżkę i skierowała ją za siebie. Na twarzy Notta wymalowała się zdumienie, gdy nie zobaczył Hermiony.
- O, cześć piękna – szybko odzyskał normalny wyraz twarzy. – Wiesz, że to trochę niebezpiecznie włóczyć się nocą samej?
Blondynka szybko oceniła jego wygląd i podeszła do niego.
- A może będziesz moim ochroniarzem? – szepnęła mu nad uchem.
- Bardzo chętnie. Zaprowadzę cię tam, gdzie jest najbezpieczniej – puścił oko. – A co tak w ogóle tu robisz?
- Szukałam… kogoś takiego jak ty – uśmiechnęła się sztucznie.

Rozdział 23 – Chwila zapomnienia

Przepraszam, przepraszam, przepraszam, że tak długo nie było rozdziału. Ten jest nieco dłuższy, aby jakos wam to wynagrodzic. Nie pisałam, bo mój kolega miał (i ma) problem z narkotykami, a ja juz taka jestem, że jeśli ktoś bliski ma problem, to i ja. Mam nadzieję, że rozumiecie tę sytuację :).

_____________________________

Doświadczenia jak palce rzeźbiarza nadają kształt naszemu wnętrzu.

 

Milczał przez chwilę, przyglądając się jej. Wyraźnie widział jedynie jej włosy w kolorze jasnego blondu i zapalonego papierosa.

- Cześć – odpowiedział, zupełnie zbity z tropu. W jego głosie słychać było duże zaskoczenie.

- Zastanawiasz się, co tu robię? – zapytała, jakby czytała mu w myślach.

Draco Malfoy w kilka sekund się zreflektował. Odzyskał pewność siebie i odparł pewnie, z seksownym akcentem:

- Więc…co tu robisz?

- Lubię czasem odwiedzać znajomych. Szczególnie dobrych znajomych – mruknęła i zgasiła papierosa.

- Widzę, że masz niezłą intuicję.

- Albo dobre źródło informacji. Albo… i to, i to.

Dało się słyszeć stukot jej obcasów. Przeszła kilka kroków i stanęła przed nim. Czuł jej oddech na swojej szyi.

- Nie przywitasz się ze mną? Zdaje się, że mamy sporo do nadrobienia, Draco.

Przejechał palcem po jej policzku.

- Cześć – zamruczał tuż nad jej uchem.

- Bez whisky jesteś taki… delikatny – stwierdziła z ironią. – Mam ją w torbie, jeśli chcesz.

Blondyn chciał zaprotestować i położył dłonie na jej talii.

- Ale chyba przyszedłeś tu czegoś szukać? Może… – schyliła się wypinając zgrabny tyłek i podniosła z podłogi opasły tom – …tego?

Wziął od niej księgę, ale w głowie miał co innego. Katherina uraziła jego dumę. Nazwała go delikatnym. I jego głównym celem stało się teraz przekonanie jej, że jest odwrotnie.

- Dzięki – rzucił książkę na jakąś półkę – kocie – wplótł dłoń w jej włosy i pocałował namiętnie.

Odwzajemniła pocałunek i dotknęła przez koszulkę jego umięśnionego torsu. Nachyliła się nad jego karkiem i szepnęła:

- Chyba nikt już tutaj nie przyjdzie o tej porze?

- Nie. Tylko ty masz takie pomysły – roześmiał się Ślizgon.

- Nietypowe, ale dobre, co? – uniosła brwi.

- Nie zaprzeczę – Malfoy włożył dłonie pod jej skórzaną kurtkę i bawił się cekinami przy dekolcie.

- Ostatnio mi uciekłeś, skarbie. Dzisiaj ci na to nie pozwolę – uśmiechnęła się z nutką zadowolenia i dosłownie wskoczyła na niego. Zaplotła nogi wokół jego bioder, a ręce wokół szyi.

Nie czekając na pozwolenie Draco zaczął ją podtrzymywać za pośladki i odpowiadał na jej pocałunki. Jej dłonie z zawrotną szybkością wędrowały po jego ciele. Chłopak przeszedł kilka kroków i posadził ją na najbliższym stoliku. Wieżę oświecało jedynie kilka gwiazd, bo reszta schowała się za chmurami. Pozwoliła mu ściągnąć z siebie kurtkę, zaraz potem bluzkę. Ona też nie próżnowała. Zdarła z niego koszulkę i jeździła długimi paznokciami po jego umięśnionej klatce piersiowej. Dokładnie tak, jak to robiła Hermiona, ale on nawet w ułamku sekundy o tym nie pomyślał. Czarne, poszarpane rurki z trudem zdjął, bo przeszkadzały mu w tym jej wysokie buty. Katherina szybko zsunęła jego jeansy. Blondyn wtulił się w nią i całował jej szyję, bawiąc się zapięciem stanika. Udało mu się go rozpiąć i dotknął jej piersi zimnymi dłońmi tak, że przeszły ją dreszcze. Wyczuł, że sutki natychmiast jej zesztywniały. Nie chciał dłużej czekać. Zsunął jej czarne stringi, a ona jego bokserki i wszedł w nią z mocą.

 

 

***

Tymczasem panna Black wzięła gorącą kąpiel. Zaniepokojona, że Draco dalej się nie pojawił, wyszła ze swojego dormitorium w kusej piżamie. Ale jego pokój też świecił pustką. Przestraszyła się i pobiegła na wieżę astronomiczną. Gdy pokonała większość schodków, usłyszała jakiś jęk. Serce prawie jej stanęło. Bała się, że coś się stało. Wbiegła szybko na samą górę i stanęła w drzwiach. Znieruchomiała. Zobaczyła tam jego… i ją. Zobaczyła ich. Ale oni jej nie widzieli. Zbyt byli zajęci sobą. Katherina jęczała, a blondyn poruszał się w niej i bawił się jej piersiami. Hermiona z pewnym zadowoleniem zauważyła, że jej kuzynka posiada o wiele mniejsze niż jej własne. Ale mimo to czuła się, jakby ktoś rozcinał jej serce żyletką, tak jak ona pocięła Jay’a. Patrzyła z bólem w oczach na ich ruchy, na to, jak Draco błądzi po ciele dziewczyny, jak całuje jej usta. Niby wiedziała jaki jest, sama była taka sama. W końcu tiara przydziału wybrała dla nich dom Salazara Slytherina, ale mimo to teraz czuła się dziwnie, źle. Oczy piekły ją niemiłosiernie od łez, które starała się pohamować. Odwróciła się nagle i zbiegła po schodach, nie zważając na to, że mogą ją usłyszeć. Zatrzymała się dopiero na dziedzińcu, przy pomniku. Noc podczas wczesnej wiosny była bardzo chłodna. Jednak jej ból wewnętrzny był tak mocny, że tego nie czuła.

- Nie jest ci zimno, mała? – usłyszała za sobą.

Odwróciła się gwałtownie.

- Mała to jest twoja pała, Nott – warknęła piorunując go wzrokiem. Nie przeszkadzało jej, gdy Draco tak do niej mówił, ale to był Draco….

- Ostra jesteś – podszedł do niej. – Lubię to.

- Masz dwie sekundy, żeby uciec!

- Ale ja wcale nie chcę przed tobą uciekać, kocico! Skoro już tu jesteśmy, ty i ja… – zachęcająco uniósł brwi.

- To co?!

- Nie udawaj, że nie wiesz. Ze mną jeszcze nie spałaś. Nie chcesz mnie przetestować?

- Nie! – ryknęła i zamachnęła się.

Pierwszy raz nie pragnęła swoistej zemsty na Malfoy’u i nie przystała na tę propozycję. Bo nie chciała sie odegrać, choć zawsze to robiła. Niby nie byli razem, ale to robiła. Zawsze. A teraz było inaczej.

- Ty su*o! – złapał jej nadgarstek w locie. Był szybszy. Popełnił jednak bardzo duży błąd. Już i tak była wściekła, a on rozwścieczył ją jeszcze bardziej. W mgnieniu oka wymierzyła mu cios prosto w jądra. Oniemiały z bólu puścił jej rękę, a wtedy dołożyła jeszcze jeden w twarz i odbiegła. Trzasnęła drzwiami od swojego dormitorium. Wyczerpana przeżyciami padła na łóżko i po prostu zaczęła płakać. Jak bezbronne dziecko, którego nie miał kto pocieszyć. Moczyła łzami poduszkę, a twarz miała pobrudzoną spływającym makijażem. Z pokoju obok, od Astorii dało się słyszeć dźwięk piosenki:

 

Miałeś być przy niej
miałeś być na każdy znak
takiej dziewczynie
do nóg się rzuca cały świat
na każdą chwilę miałeś jej przynieść
powietrza przejrzystego smak
każdym oddechem woła o Ciebie
i tylko Ty nie widzisz jak…

Głęboko w środku gdzieś
i choć bez śladu łez
i oczy nie poznały nigdy, mnie
głęboko w środku tam
otwiera Cię swój świat
otwiera wszystko to, co w sercu ma

Miałeś być przy niej
pilnować czy nie gubi się
silnym ramieniem, siłą miałeś być
żeby mogła czerpać z niej
na każdą chwilę jesteś jej winien
Niebo z dostawą pod jej dach
każdym oddechem woła o Ciebie
i tylko Ty nie widzisz jak

Głęboko w środku gdzieś
i choć bez śladu łez
i oczy nie poznały nigdy, mnie,
głęboko w środku tam
otwiera Cię swój świat
otwiera wszystko to, co w sercu ma 

 

Hermiona nawet nie miała siły wyciszyć pokoju. Leżała bezwładnie, wyczerpana płaczem. W końcu zasnęła.

 

***

Nastawał świt. Wyprostowana blondwłosa kobieta stała już nienagannie ubrana przy oknie i obserwowała wschodzące słońce. Nowy dzień. Nowe życie. Podjęła już decyzję. W przedpokoju czekały spakowane walizki.

Lucjusz Malfoy obudził się, wstał i powoli wszedł do kuchni.

- Co tu sie dzieje? – zapytał ostro.

- Wyjeżdżam. Zostawiam ci wszystko.

- Co?! – ryknął.

- Nie oszukujmy się. Nigdy nie byliśmy naprawdę szczęśliwi – zdobyła się na wymuszony uśmiech.

- Gdzie idziesz? – zapytał nieco spokojniej.

- Wiesz, Lucjuszu, jest takie przysłowie „Stara miłość nie rdzewieje”.

- Ty ku*wo! – blondyn zamachnął się różdżką. – Avada…!

Ale kobieta była szybsza. Z niezwykłą łatwością nie tylko odbiła zaklęcie, ale również odepchnęła go w kąt pomieszczenia. Rzucił jej zarazem przerażone i pytające spojrzenie.

- Połączyliśmy moce. Bardzo wiele lat temu. Jeszcze zanim cię poznałam – wyjaśniła mu. Bardzo dziwiło jej opanowanie nawet w takiej sytuacji. Władała tak potężną mocą, potrafiła walczyć, postawić na swoim, a mimo to była prawdziwą damą.

- Tak po prostu zostawisz to wszystko? – Malfoy podniósł się z podłogi i popatrzył jej w oczy. – Zostawiasz nasz dom?

Prychnęła.

- Nazywasz to domem?

- Przeżyliśmy tu wiele lat.

- Tak. I to wystarczy. To koniec. Też sobie kogoś znajdziesz. Kogoś, kogo naprawdę będziesz kochał.

- Twierdzisz, że ciebie nie kochałem?

- Nie. Kochałeś. Kiedyś. Teraz już nie. Ta rozmowa nie ma sensu.

- A co z Draco?

- Ma prawie siedemnaście lat. On postąpi tak, jak zechce.

Po tych słowach wyszła z kuchni, wzięła do rąk ciężkie walizy i teleportowała się. Wraz z nią z Malfoy Manor zniknęły resztki optymizmu i namiastka szczęścia. Zrezygnowany Lucjusz przeszedł się po pustym domu i czegoś mu brakowało. Ale wiedział, że miała rację. Nie kochali się. To było coś, co można nazwać przywiązaniem.

 

***

Narcyza Malfoy wylądowała przed rezydencją Lorda Voldemorta. Zapukała różdżką do drzwi. Czarny Pan we własnej osobie otworzył błyskawicznie. Na jego twarzy najpierw pojawiło się zaskoczenie, a zaraz potem… czyste szczęście. Coś niezwykłego. Niespotykanego. Największy czarnoksiężnik w historii z uśmiechem na twarzy, rozpościerający ramiona. Ale szorstki głos szybko sprowadził go na ziemię:

- Nie dotykaj mnie.

Twarz mężczyzny spoważniała.

- Nie wracasz?

- Wracam.

- Ale przecież wiesz, czego od ciebie oczekuję.

- Tak – potwierdziła.

- Więc o co chodzi, kochanie?

- Nie kocham cię.

- Co?! – krzyknął.

- Nie kocham Lorda Voldemorta – oświadczyła twardo, a po chwili ciszy kontynuowała. – Kocham Toma Riddle’a i do niego wróciłam. Chcę z nim być.

- Naprawdę mnie do tego zmuszasz?

- Taka była umowa. W obecnej postaci brzydzę się ciebie – z niesmakiem wykrzywiła usta.

Przez jego oblicze przebiegło coś w rodzaju smutku.

- Będzie jak chcesz. Wejdź, bella**. Wezmę to – chwycił jej walizki i przepuścił ją pierwszą przez drzwi. Wnętrze było takie ponure, zimne, jakby pozbawione życia. Wiedziała, że dopiero z jej przybyciem ma się to zmienić. Usiadła w skórzanym fotelu.

- Skrzaty zaniosły walizki do twojego pokoju. Tymczasowego. Wszystko ci przygotuję. Czuj się jak u siebie. Jesteś u siebie. Nie będę tracił czasu. Idę… to zrobić.

Deportował się w mgnieniu oka, a ona została sama. Poprosiła o herbatę. Myślała nad swoim życiem. Była pewna, że teraz podjęła naprawdę słuszną decyzję, Bo chyba każdy zasługuje na odrobinę szczęścia?

 

_______________________________

* Monika Brodka – Miałeś być przy niej

** bella – wł. piękna

 

Rozdział 22 – Zemsta najlepiej smakuje na zimno

Dziękuję za wszystkie komentarze. Tylko dzięki nim mam motywację do pisania. I dlatego właśnie wrzucam Wam ROZDZIAŁ NIESPODZIANKĘ, żeby osłodzic początek szkoły :).

__________________________________

Dojrzewam do miłości w pustce samotności” – autor nieznany

Draco Malfoy obudził się całkowicie. Był słaby, ale była pewność, że przeżyje, że nie utraci pamięci. Rozmawiał, uśmiechał się, niby wszystko normalnie, ale jednak… Dręczyło go coś. Malfoyowie zawsze mieli swoją dumę i swój honor, rzeczy nieskazitelne. A on pozwolił Jay’owi splamić swój honor, skompromitował się w oczach dziewczyny. Po prostu przegrał. Przegrał walkę o nią, ale dalej była przy nim. Mało tego, powiedziała mu, że nieźle podrapała twarz Jay’a – tego wygranego. Młody blondyn miał w tej chwili ją, mimo że rzekomo ją stracił. „Ale przecież ona nie jest rzeczą i może sama wybrać” – myślał. I wybrała jego. A skąd u Ślizgona była ta pewność, że ją ma? Stąd, że to powiedziała. Pewnie myślała, że jej nie usłyszał. A może recytowała pod wpływem emocji, bo chciała, żeby się obudził? Może kocha go jako przyjaciela? Ale kocha… Popatrzył na nią i uśmiechnął się mimowolnie. Właśnie otwierała jogurt, upierając się, że Draco musi coś zjeść. Miał wrażenie, że jej ciemno brązowe źrenice cały czas pozostawały czujne. Przypomniał sobie swój wcześniejszy pobyt w szpitalu, raczej w Skrzydle Szpitalnym w Hogwarcie, ale jednak. Wtedy ona też była przy nim. Stwierdził, że cały czas wychodzi na totalnego idiotę i mięczaka. No i dziwił się, że w ogóle może myśleć, bo głowa go strasznie bolała. Nie prosił jednak o nic przeciwbólowego, bo postanowił być twardy i ratować resztki swej arystokratycznej dumy. A myślał i to intensywnie. O sobie, o niej, o nich…

A Hermiona również przyglądała mu się i snuła przypuszczenia. Zastanawiała się, czy słyszał jej słowa i czy te słowa były w ogóle prawdziwe. Gubiła się we własnych uczuciach i już naprawdę nie wiedziała co robić. Więc opiekowała się chłopakiem, czekając, co będzie dalej, co przyniesie los i co wykombinuje jej ukochana kuzyneczka. Bo panna Black po prostu czuła gdzieś w kościach, że to nie koniec, że Katherina nie odpuściła, że dopiero się rozkręca. Taka już była – zawsze pragnęła tego, czego nie miała.

 

***

 

Astoria, Pansy, Blaise i Austin wrócili do Hogwartu. Ale już tego samego dnia późnym popołudniem z powrotem udali się do Londynu, do szpitala. Miny mieli niestety nietęgie. Nie lubili owijać w bawełnę.

- Gadaliśmy ze Snapem – oświadczył Zabini już od progu sali blondyna.

- W sprawie wymiany – dopowiedziała Astoria.

- I? – Hermiona uniosła brwi.

- Pojedzie czwórka z nas – oznajmiła panna Parkinson.

Zapadła cisza. Pojedzie czwórka, czyli dwójka musi zostać w Hogwarcie.

- Ja i Malfoy zostaniemy. Lepiej dla niego… – zaczęła Blackówna.

- Ej – jęknął Draco.

Dziewczyna przewróciła oczami.

- Tak, zostajemy. Nie myśl, że wyleczysz się w tydzień.

Mruknął coś pod nosem i podał rękę Blaisowi i Austinowi. Wtedy do sali wszedł lekarz, który go operował:

- Panno Black, jeśli pani przypilnuje pana Malfoy’a, żeby był grzeczny – puścił oko – to wypiszę go za dwa dni. Ale jednak będzie pan musiał przez pewien czas uważać.

Wyszedł.

- Słyszałeś?

Kiwnął głowa, uśmiechając się delikatnie. I dopiero wtedy do jego obolałej czaszki wpadła myśl, że pomysł Hermiony nie jest jednak taki głupi, jak mu się wydawał. Z jednej strony wspaniałomyślnie ustępują, ale za to z drugiej zostaną we dwoje w zamku. Nie licząc ogromnej ilości pozostałych uczniów, ale wiadomo, że z braku innego wyjścia będą spędzać sporo czasu razem. I zaczął się zastanawiać, czy wymyśliła to specjalnie, aby z nim zostać, czy się naprawdę martwi o jego zdrowie A może i to i to?

 

***

 

Średniego wzrostu blondynka weszła do rezydencji Czarnego Pana.

- Znowu chcesz mi grozić, Tom?

- Nie. Ale moje ostatnie słowa są nadal aktualne. Chcę ci jednak ułatwić decyzję.

Powątpiewająco uniosła brew.

- Wrócę do ludzkiej postaci. Do tamtej, dawnej postaci. Pamiętasz? – spojrzał na nią.

Mimowolnie kiwnęła głową. Jednak szybko się otrząsnęła.

- Tylko mi nie mów, że będzie tak jak dawniej, bo cię wyśmieję.

- Nie przesadzaj! – krzyknął. Lord Voldemort nienawidził, gdy ktoś z niego kpił. – Lepiej niż dawniej.

- Ciekawe, co na to twoi śmierciożercy. Oni służą Lordowi Voldemortowi, a nie Tomowi Riddle.

- Nie. Oni służą mnie. I będą musieli to zaakceptować. Nie będą mieli wyboru – wykrzywił usta w złośliwym uśmiechu.

- Dalej się zastanawiasz? – nie dowierzał.

- Tak. Dałeś mi tydzień i wcześniej odwiedzi nie poznasz – oświadczyła stanowczo.

- Jak sobie życzysz, bella.*

 

***

 

Dracon Malfoy cały czas przyglądał się dziewczynie, która siedziała obok jego łóżka i opuszkiem palca wskazującego kreśliła różne wzorki na jego torsie. Nagle przyszło mu coś do głowy. I ten pomysł wydawał mu się tak absolutnie wspaniały, że postanowił od razu go zrealizować.

- Black?

- Mam imię, Malfoy.

- Mionka? – sam siebie zaskoczył tym zdrobnieniem.

- Hmmm…?

- Idziesz z kimś na bal? – zapytał.

- Tak.

- Z kim? – warknął zaskoczony.

- Jak myślisz?

Przewrócił oczami i zrobił zacięta minę. To on próbuje wysilić się na romantyczność, jakoś jej podziękować, że przy nim jest, a ona idzie sobie na bal z jakimś kretynem i jeszcze się z nim droczy w najlepsze!

- Z Austinem?

- Nie. Blisko.

- No chyba nie z Zabinim!

- Jeszcze bliżej! – uśmiechnęła się słodko.

Rozłożył bezradnie ręce.

- Z tobą, głupku – uśmiechnęła się.

Mimika jego twarzy diametralnie sie zmieniła. W tych stalowych oczach już nie było złośliwych błysków. Jedynie delikatne iskierki zaskoczenia i szczęścia. Przyciągnął ją troszkę bliżej siebie.

- Taaak? – zapytał.

W odpowiedzi pocałowała go w policzek i w szyję. Wyraźnie wyczuwała u niego kilkudniowy zarost, ale dzięki niemu był jeszcze bardziej seksowny niż zwykle. Dziewczyna chciała jak zawsze wsunąć rękę w jego blond czuprynę, ale jego głowa była w dalszym ciągu owinięta bandażem. Wobec tego tylko delikatnie pogładziła jego policzek. Lubiła patrzeć jak jego wargi drgają w lekkim uśmiechu. I jej serce od nowa zaczynało toczyć wojnę z rozumem. Bo… czy tak zachowują się przyjaciele? Czy przyjaciele sypiają ze sobą? I czy świetna przyjaźń damsko – męska istnieje?

 

***

 

Przez następne dwa dni panna Lestrange pilnowała, żeby Malfoy stosował się do wszystkich zaleceń lekarza. I dzięki temu zgodnie z obietnicą został wypisany. Oczywiście z zaleceniem, żeby się nie przemęczać. Ślizgon cały czas twierdził, że wygląda jak debil z bandażem na głowie, ale Hermiona całkowicie to ignorowała i zaprowadziła go do wyjścia, gdzie już czekali ich przyjaciele. Nagle dziewczyna wzdrygnęła się, tak jakby coś zobaczyła.

- Jedźcie do mieszkania, wrócę za godzinę – wydała stanowcze polecenie i nie czekając na odpowiedź deportowała się szybko. Wylądowała w wąskiej uliczce. Zgodnie z jej przewidywaniem za kilka minut pojawił się tam pewien człowiek. Rzuciła w pośpiechu zaklęcia wyciszające i niewidoczności tego miejsca.

- Witam, witam, cóż za spotkanie – bardziej przypominało to syk węża niż ludzką mowę. Jak głodny boa dusiciel czekający na swą ofiarę.

- O, cześć Hermiona.

- Co ku*wa?! – krzyknęła.

Rzuciła zaklęciem w jakiś budynek, z którego posypał się gruz. Rozległ się huk. Chłopak wytrzeszczył oczy, nie miał pojęcia, co się dzieje. Pierwszy raz w życiu to widział. Okrążyła go na palcach. Znieruchomiał ze strachu.

- Chyba nie powiesz mi, że nie wiesz, o co mi chodzi, hmm…? Nie pamiętasz imprezy? Nie pamiętasz tego blondyna, z którym tak dzielnie walczyłeś, Jay? – syczała cicho.

- Obroniłem cię.

Rozległo się plaśnięcie. Jay złapał się za policzek.

- To mój przyjaciel. Mogłeś go zabić, kretynie! Teraz ja wykończę ciebie – syknęła poprawiając włosy różdżką.

- Co? Nie….

- Serpensortia.

Ogromny wąż go przewrócił, ale chłopak szybko sie podniósł. Machnęła różdżką i wyczarowała niezliczoną ilość grubych czarnych więzów, które spętały go. Jednak ona panowała nad każdym jednym. Przygwoździły go do podłogi. Kucnęła nad nim i aż zwęziła oczy z nienawiści. Następnie rzuciła jakieś niewerbalne zaklęcie, które sprawiało, że wygląd jej różdżki się nie zmieniał, ale każde choćby muśnięcie nią powodowało nacięcia, jakby nożem. Jedno, drugie, trzecie cięcie – krew płynęła z jego torsu, a chłopak wrzeszczał rozpaczliwie, ale nikt go nie słyszał. Czwarte, piąte, szóste, siódme – nogi przypominały krwiste fontanny. Ósme, dziewiąte, dziesiąte – na jego twarzy widniały głębokie szramy. Wykrwawiał się. Panna Black miała to po matce – lubiła pobawić się ofiarą zanim ją pożarła. Stanęła nad chłopakiem i powiedziała tonem jakby zapowiadała pogodę:

- Należało ci się, Jay.

Następnie popatrzyła na węża i szepnęła:

- Zabij.

I lekkim krokiem opuściła uliczkę zostawiając jego doszczętnie zmasakrowane ciało, którego nikt już nie znajdzie, bo na miejsce zbrodni osobiście rzuciła czar.

 

***

Malfoy, Hermiona, Zabini, Osgood, panna Parkinson i Astoria wreszcie wrócili do Hogwartu „na stałe”. Wpadli w normalny rytm lekcji z tym, że panna Black cały czas „miała oko” na Draco. Chodziła z nim cały czas, aż do następnego dnia. Późnym wieczorem wrócili z wieży astronomicznej, kiedy blondyn odkrył, że zapomniał podręcznika i postanowił po niego wrócić. Gdy tylko wszedł, poczuł dziwny zapach – jakby mieszaninę świeżej trawy i dymu papierosowego. Zaczął szukać swojej książki. Pośród teleskopów, map nieba, różnych innych urządzeń i ksiąg. Nagle usłyszał za sobą:

- Szukasz czegoś?

Odwrócił się gwałtownie. Stała i opierała się o barierkę. Od razu ją poznał. To była ona. Skórzana kurtka, bluzka z dekoltem, poszarpane czarne rurki i wysokie czarne buty. No i oczywiście włosy w kolorze tlenionego blondu. Stała nonszalancko i paliła papierosa, zaciągając się i wypuszczając dym przez usta. Katherina. Na wieży było cicho. Spojrzał na nią poprzez ciemność nocy i oczekiwał na to, co nastąpi.

- Cześć – powiedziała jedynie z seksownym akcentem i znów dmuchnęła dymem tytoniowym.

*bella – wł. piękna

Rozdział 21 – Przebudzenie

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze i uwagi pod moim ostatnim rozdziałem. Naprawdę dodają mi one motywacji :). Jeśli chcecie mnie o cokolwiek zapytać, porozmawiać lub wrzucić coś co waszym zdaniem poprawia wenę zapraszam na: ask.fm/kari1612     Jeśli ktoś jest zainteresowany założyłam drugiego bloga, na którym na razie jest tylko prolog, ale nie jest on o temtyce potterowskim. Możecie zobaczyc tutaj: miloscwswietlereflektorow.blogspot.com      Poza tym dziękuję, że to czytacie <3 I zapraszam do komentowania. tak, Ciebie tez :).

_______________________

Dla Karolci, bo jej obiecałam ;* <3 I dla Kasi, bo czeka <3

„Pa­nie, dziękuję Ci za uczu­cie tęskno­ty, która uświada­mia mi kto jest dla mnie tak ważny…. ” – autor nieznany

Było południe. Mimo, że świeciło słońce panował przejmujący chłód. Trzasnęły drzwi szpitala. Ubrana na czarno postać maszerowała raźno korytarzem. Stukała obcasami z ćwiekami i poprawiała swoje włosy w kolorze tlenionego blondu. Rozglądnęła się i zdecydowanym krokiem skierowała do recepcji. Kobieta w białym fartuchu skrupulatnie notowała coś za ladą. Blondynka chrząknęła, a gdy recepcjonistka popatrzyła na nią znad okularów, oznajmiła władczo:
- Chce wiedzieć, w której sali i na którym piętrze leży Malfoy.
- A imię?
- Nie znam jego imienia. Wystarczyć ma nazwisko! – wyrecytowała jednym tchem.
- Jest pani osobą z jego rodziny?
- Nie. Jeszcze – uniosła brew.
- W takim razie nie mogę pani udzielać takich informacji.
- Ale jestem ja dziewczyną jego! – wykrzyknęła oburzona.
- Z tego co mi wiadomo dziewczyna pana Malfoy’a jest teraz przy nim – stwierdziła powątpiewająco kobieta.
- To widać niewiele ci wiadomo – odparła bezczelnie. – Ona kłamie na pewno!
- Przyjechała karetką razem z nim. I zna jego imię – uśmiechnęła się ironicznie.
- Pożałujesz ty, że nie pomogłaś mi! – oburzyła się i pomaszerowała schodami na górę.

 

***

 

Powieki Dracona Malfoy’a drgnęły i otworzyły się. Patrzył nieprzytomnie, jego oczy nie wyrażały niczego. Mrugnął. Panna Black wstrzymała oddech, ściskając jego dłoń. Po kilku minutach blondyn delikatnie odwrócił głowę i utkwił wzrok w dziewczynie.
Nagle usłyszała kroki na korytarzu. Drzwi otworzyły się z rozmachem i do sali wpadła Katherina we własnej osobie.
- Jesteś wreszcie Malfoy? Obudził się on?
W Hermionie krew zawrzała i mimowolnie położyła rękę na różdżce spoczywającej w jej kieszeni.
- Co ty tu robisz? – warknęła.
- Odwiedzam mojego chłopaka, a co robisz ty tutaj?
- Jakiego ku*wa chłopaka?! Znacie się jeden wieczór! – krzyknęła szatynka.
- Nam wystarczy widać.
Panna Lestrange wyciągnęła różdżkę:
- A zgadnij ile czasu mi wystarczy do zrobienia ci krzywdy, ty dziwko!
- Czyżby zazdrosna?
- Przez ciebie tu teraz leży! Jak śmiesz się tu w ogóle pokazywać?!
- Nie moje, skarbie, i dobrze wiesz to.
- Ja tu jestem, bo powinnam. W końcu zostawił ciebie, aby powlec się do łazienki za mną! Jesteś jego kolejną zabawką, kuzyneczko – zakończyła z jadowitą słodyczą Hermiona.
- Przesadziłaś – blondynka skierowała w nią swoją różdżkę.
- Nie wygrasz ze mną – uśmiechnęła się wrednie.
- Chcesz się przekonać?
- Nie tutaj.
- Tchórzysz?
- Ja pie**ole, blondynki serio są głupie! – wskazała głową na Malfoy’a. – Chcesz go jeszcze bardziej uszkodzić?
Blondyn patrzył na nie uważnie, nie miał siły nawet podnieść głowy. Panna Black nie opuszczając różdżki zbliżyła się do niego. Patrzyła na chłopaka z troską. Chciała go przytulić, pochylić się nad nim, ale nie mogła. Przez tą wredną małpę – jej własną kuzynkę. W tej chwili Katherina również zbliżyła się do jego łóżka.
- Cześć kochanie – zaświergotała.
Ślizgonka wymierzyła jej siarczysty policzek.
- Odwal się od mojego przyjaciela, ty ku*wo! Jeśli chcesz wiedzieć, to obstawiam, że w najbliższym czasie nie będzie zdolny, by cię przelecieć, więc nie masz tu czego szukać!
- Ach, tak? Ciekawe… – zaczęła.
- Znam go ponad sześć lat, a ty kilka godzin, więc nie udawaj zatroskanej. Wróciłaś, bo wczoraj nie upiłaś go na tyle, żeby się z tobą przespał. Masz dwa wyjścia: albo stąd wyjdziesz albo się wyniesiesz!
 - Mnie się nie pozbędziesz łatwo. Wrócę jak chłopak mój będzie kontaktował. Wtedy ty zobaczysz kto jest lepszy! Z głowy wybij sobie go – już jest mój.
Katherina wyszła powiewając blond włosami. Panna Black powoli schowała różdżkę do kieszeni i kucnęła przy Draco. Słyszała, że oddychał, był obudzony, ale jego stalowe tęczówki pozostawały zupełnie bez wyrazu. Delikatnie oparła głowę na jego torsie i ścisnęła jego dłoń. Z jej oczu znowu zaczęły wypływać potoki łez. Spadały na koszulkę blondyna. Jej kuzynka niczym dementor wyssała z niej resztki siły. Teraz nie mogła się opanować i po prostu płakała jak mała dziewczynka, gdy się zrani. Bo miała uczucie, że zranione jest jej serce. Mimo, że było ranne toczyło wojnę z rozumem. „To coś więcej” kontra „To tylko przyjaciel”. Nagle wzdrygnęła się. Poczuła, że ktoś ją dotyka i aż podskoczyła. Zobaczyła w powietrzu bladą dłoń i kolejna łza kapnęła na jego klatkę piersiową. Delikatnie dotknął jej policzka.
- Miona, nie płacz, proszę. Słyszysz? Nie płacz.
Z wysiłkiem poruszał wargami i ponownie dotknął jej twarzy. Uśmiechnęła się, a on pomyślał, że wygląda pięknie. Łzy już dawno zmyły jej makijaż, oczy miała podpuchnięte, a mimo to zachwycała go.
- Draco, Draco… – głos jej się łamał, gdy do niego szeptała.
Uśmiechnął się delikatnie.
- Ciii, wszystko będzie okej, obiecuję.

 

***

 

Lord Voldemort teleportował się. Stanął przed bramą wejściową do pewnej posesji i westchnął, co ostatnio zdarzało mu się coraz częściej. Za pomocą różdżki otworzył wrota i skierował się w stronę domu. Zastukał do drzwi, pierwszy raz od niepamiętnych czasów zastukał do drzwi. Otworzyła mu kobieta.
- Wejdź, panie.
- Ty nie musisz tak do mnie mówić.
Zbyła to milczeniem.
- Co cię sprowadza w moje progi?
- Nie udawaj, że nie wiesz. Jesteś sama?
Kiwnęła głowa.
- Powiem szybko, bo czekam już dość długo. Ty wiesz, czego ja pragnę i też tego chcesz. Imponujesz mi jednak tym, jak bardzo jesteś nieugięta i jak wytrzymujesz. Ale ja zawsze mam to, czego chcę.  Nie ważne jak. Po trupach, do celu. Dosłownie po trupach – uśmiechnął się.
- Obawiam się, że cię nie do końca rozumiem.
- Chcę być z tobą, a ty mi ciągle odmawiasz. Zgódź się, a nikomu nie stanie się krzywda. Daję ci tydzień. Tydzień i ani dnia dłużej. W przeciwnym razie zabiję najbliższą ci osobę, zabiję bez skrupułów.
- Jak śmiesz, Tomie Riddle?!
- Dobrze wiesz, że nie takie rzeczy robiłem.
- Jesteś egoistą.
- Wiem. Coś jeszcze?
- Nie, panie – wycedziła.
- Doskonale. I pamiętaj. Tydzień od teraz.

 

***

 

Blaise, Astoria, Pansy i Austin wychodzili z mieszkania. Przed apartamentowcem zobaczyli postać w czarnej, powiewającej pelerynie i tłustych włosach do ramion.
- Co on tu ku*wa robi? – szepnęła Pansy.
Mistrz Eliksirów odwrócił się i stanął z nimi twarzą w twarz.
- Czy nie za długo balujecie, Zabini? – wycedził.
- Nie balujemy – odpowiedział za niego Austin.
Snape przez chwilę milczał, a potem oznajmił:
- Najpóźniej dziś wieczorem chcę was wszystkich widzieć w Pokoju Wspólnym Slytherinu. Malfoy’a i Lestrange-Black też.
Astoria spojrzała na przyjaciół.
- To niemożliwe, profesorze – stwierdziła.
- Czy ja się przesłyszałem, Greengrass?
- Hermiona i Draco są w szpitalu, ale to nic poważnego. Bywa – pospieszyła z wyjaśnieniem panna Parkinson.
Dziewczyna doskonale wiedziała, co pomyśli Severus. Że przedawkowali jakąś używkę. To ich stawiało w bezpiecznej sytuacji.
Nauczyciel zaklął i deportował się, a Ślizgoni skierowali się w stronę szpitala. Gdy byli w pewnej odległości od budynku zobaczyli wypadająca z niego wściekłą blondynkę. Przeszła kilka kroków i ich ujrzała. Wyraz jej twarzy gwałtownie się zmienił.
- Cześć! – krzyknęła z uśmiechem.
- Trzymaj mnie lepiej – szepnęła Pansy do panny Greengrass.
- Po co byłaś w szpitalu? – zainteresowała się Astoria z udawaną życzliwością.
- Jak to po co? – Katherina wydęła usta. – O, Zabini, świetnie wyglądasz!
- Odwiedzałaś kolesia, którego znasz jeden wieczór? – warknęła Pansy.
- Tobie nie pasuje to też?
- Wypie**alaj.
Blondynka parsknęła śmiechem i oddaliła się.
- Co się z tobą dzieje? Zrobiła ci coś? – zdenerwował się czarnoskóry chłopak.
- Jesteś idiotą – zarzuciła włosami i ruszyła w stronę wejścia. Wjechali windą na jedenaste piętro i stanęli pod salą, w której leżał Draco. Przed dużą szybę widzieli Hermionę pochylająca się nad blondynem. Po chwili podszedł do nich lekarz, który dzień wcześniej go operował. Popatrzył do sali razem z nimi i oświadczył z uśmiechem:
- Widzę, że teraz będzie już tylko lepiej.

 

***

 

Snape pojawił się przed rezydencją Czarnego Pana. Przyłożył do muru rękę, na której widniał Mroczny Znak i brama się otworzyła. Wszedł szybkim krokiem. Kręty korytarz poprowadził go do salonu. Voldemort tam był. Zdawał się być w ogóle nie zaskoczony przybyciem sługi. Jedynie spojrzał na niego pytająco.
- Znalazłem rozwiązanie twojego problemu, panie.
- Mów dalej.
- Twój wygląd zmieniał się stopniowo, gdy rozszczepiałeś duszę na kolejne części. Więc analogicznie musisz znów ją połączyć w całość, aby odzyskać dawny wygląd.
- Jak? – zapytał lakonicznie czarnoksiężnik.
- Rozrywałeś duszę czyniąc zło, zabijając. Złączysz ją czyniąc przeciwieństwo zła, panie.
- Dobro? – dało się słyszeć jego dziwnie zmieniony głos.
Opiekun Slytherinu kiwnął głową.